Tak jak większość mieszkańców Porto, przechodzę obok kawiarni „Majestic” bardzo często – podziwiam jej piękną fasadę, śnieżnobiałe marynarki kelnerów oraz tłumy oczekujących na stolik turystów. Nawet nie próbuje wchodzić – kolejka w sezonie jest tak długa, że wychodzi na sąsiednią ulicę, znam również ceny, które do niskich nie należą. Jak to się stało, że ostatnio zasiadłam przy stoliku tej sławnej kawiarni? Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od zdjęcia, na którym widniał pięknie udekorowany cynamonem talerz oraz napis «Tylko prawdziwy mieszkaniec Porto wie, co znaczy „rabanada” w „Majesticu”». Ja i mój przyjaciel unieśliśmy brwi, jesteśmy bowiem tubylcami – on urodził się w Porto, ja spędziłam tu dużą część mojego życia – oboje mamy na swoim koncie bardzo wiele „rabanadas”, żadnej z nich nie zjedliśmy jednak w tej słynnej kawiarni. O co może chodzić? Musieliśmy to sprawdzić, co więcej, poczuliśmy się do tego sprowokowani – powróciliśmy więc do „Majestica” w ściśle określonym celu. Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście – było lutowe popołudnie, więc mimo iż w kawiarni było gwarno, zarządzający ruchem odwiedzających odźwierny od razu zaprosił nas do stolika. W tym momencie możecie zapytać skąd tak wielkie zainteresowanie tym miejscem?

Już odpowiadam: kawiarnia została założona w 1921 roku pod nazwą „Elite”, bo celem jej właściciela miało być podobno przyciągnięcie śmietanki towarzyskiej Porto. Kawiarnie w Portugalii były dotychczas jedynie wylęgarniami rewolucjonistów, miejscami, w których dochodziło do transakcji handlowych lub gdzie uparci staruszkowie spędzali swój wolny czas”, pisał 1923 roku dziennikarz André de Moura w magazynie „Ilustração Portuguesa”. „W końcu pokazano nam, czym powinna być prawdziwa kawiarnia. Mowa tu o nowym miejscu, które otwarte zostało na ulicy Santa Catarina, w samym centrum Porto. Jest to jedna z najbardziej eleganckich i luksusowych kawiarni, które znamy, stąd też nazwa Majestic doskonale do niej pasuje. Uczęszczana jest ona przez damy z najwykwintniejszego towarzystwa w Porto – mamy w końcu przykład nowej i przyjemnej roli, jaką powinny odgrywać kawiarnie w naszym kraju”.

Wnętrze kawiarni inspirowane jest okresem Belle Époque, dzięki czemu co jakiś czas ogłaszana jest jedną z najpiękniejszych na świecie. Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie obecny właściciel, Agostinho Barrias, który kupił to miejsce w 1983 roku w opłakanym stanie i doprowadził je do dawnej świetności, ponieważ bardzo zależało mu, aby je zwrócić mieszkańcom Porto. Nie było to łatwe – zniszczony sufit wymagał dużo pracy, brakowało również wielu mebli, ponieważ kryzys podczas Drugiej Wojny Światowej zmusił poprzednich właścicieli do sprzedaży krzeseł, stołów oraz lamp. Pan Agostinho uparł się, aby ich repliki były jak najbardziej wiarygodne, elementy te zostały więc odtworzone na podstawie oglądanego pod mikroskopem zdjęcia oryginalnego wnętrza kawiarni. Do ponownej inauguracji „Majestica” doszło w 1994 i od tego czasu cieszy się ona wielkim powodzeniem: „Przyjmowanie tysięcy osób dziennie to coś wyjątkowego”, przyznaj właściciel. „Kawiarnia jest niewielka i niektóre z nich czekają czasem nawet godzinę w deszczu, aby móc tu wejść”. Wielu z nich to fani Harrego Pottera, którzy słyszeli, że to właśnie w tej kawiarni miała siadywać J.K. Rowling w towarzystwie swojego byłego męża, portugalskiego dziennikarza Jorge Arantesa, podczas swojego osiemnastomiesięcznego pobytu w Porto. Pisarka nie jest jednak jedyną sławą, która zjawiła się w kawiarni – odwiedził ją zarówno francuski prezydent Jaques Chirac, jak i jego portugalscy odpowiednicy Jorge Sampaio, Cavaco Silva oraz Mário Soares, często bywał tu również najsławniejszy portugalski reżyser Manoel Oliveira, który zasłużył sobie nawet na swój własny stolik. Co tu jadali do kawy? Nie wiemy. My wiedzieliśmy, że przyszliśmy tutaj z misją zjedzenia „rabanada”.

Czym jest „rabanada”? To portugalski deser z kawałka chleba moczonego w mleku, winie lub wodzie z cukrem, który następnie zatapia się w jajku, smaży i posypuje cynamonem lub polewa miodem. Po raz pierwszy wspomina się o nim już w XV wieku, kiedy był polecany kobietom regenerującym się po porodzie, a najstarszy przepis zachował się w książkach kucharskich z XVII wieku. Dziś każda portugalska matrona ma swój ulubiony sposób wykonywania tego deseru, który zazwyczaj odkurza w grudniu, ponieważ jest to typowy przysmak bożonarodzeniowy, jednak właściciele kawiarni przyznają, że ich „rabanady” były tak uwielbiane przez łasuchów, że postanowiono uwzględnić je w stałym menu. Musieliśmy ich spróbować, zdecydowaliśmy się również na sernik, kawę oraz kieliszek Late Bottled Vintage, czyli lepszej jakości wina z kategorii „ruby” – wszystko było grzechu warte. Warto wspomnieć, że jeśli nie jesteście jeszcze specjalistami w dziedzinie Porto (pomogę Wam w poszerzeniu tej wiedzy podczas naszego spaceru!), to w menu obok każdego deseru zobaczycie sugestię dobranego do niego pod względem walorów smakowych kieliszka wina.

Wracając do pytania wyjściowego- czy warto odwiedzić kawiarnię? Jeśli lubicie pięknie dekoracje i miejsca pełne historii, lub jeśli chcielibyście rzeczywiście spróbować sławnej „rabanady”, to na pewno warto tutaj zajść. Kawiarnię polecam Wam odwiedzić w tygodniu pomiędzy 17:00 a 18:00, bo właśnie wtedy czas możemy tu spędzić przy dźwiękach pianina, co sprawia, że atmosfera tego miejsca staje się jeszcze bardziej wyjątkowa. Zachodząc tu musimy jednak pamiętać o cenach, które są dużo wyższe, niż w innych kawiarniach: espresso to tutaj 4 euro, kawa z mlekiem 5 euro, tyle samo zakosztuje nas jakikolwiek deser, a ceny ciepłych posiłków zaczynają się od 18 euro (omlet) lub 21 euro (spaghetti). Oprócz cen należy przygotować się na kolejkę przed wejściem, szczególnie w sezonie, oraz dłuższe oczekiwanie na kelnera. To dlatego opinie o kawiarni dostępna na facebooku i portalach typu tripadviser są różne – jedni uważają, że historia, renoma oraz wnętrze kawiarni są warte wydania kilka dodatkowych euro, inni skarżą sie na wysokie ceny i kiepską obsługę. Czy wrócę do „Majestica”? Tak, na pewno kiedyś nadarzy się ku temu specjalna okazja, którą uczczę „rabanadą”, bo ta była rzeczywiście „palce lizać”. W międzyczasie będę jednak chadzać do świetnych i dużo mniej wykwintnych miejsc, które pokażę Wam na mapie podczas naszego wspólnego spaceru po Porto!

Kategorie: Przewodnik