„Boa noite, bem-vindos”, wykrzykuje radośnie pracownik lotniska, który pilnuje, abyśmy z jego płyty trafili do terminalu, a ja podziwiam go za to, że po godzinach stania na wietrze pozdrawia nieznajomych pasażerów z tak wielką energią. Jego „dobry wieczór, witajcie!” wywołuje na moich ustach uśmiech: dziękuję mu i pędzę na spotkanie z przygodą, z którą umówiłam się na wyspie Terceira. Wam też marzy się podróż na Azory? Jeśli Wasz wybór padnie na Terceira, rzućcie okiem na mój praktyczny przewodnik po miejscach gdzie warto nocować, jeść oraz napić się dobrego wina!

Gdzie nocować?

Pierwsze trzy noce naszego pobytu spędziliśmy w apartamencie „Telhados d’Angra”, a naszym gospodarzem był przemiły Victor, który kupił stary budynek z widokiem na ocean w samym centrum Angra do Heroísmo z myślą o sobie i żonie oraz o swoich dzieciach. Gdy jednak te, ze względu na szerszy wachlarz perspektyw, po studiach postanowiły zostać w kontynentalnej części Portugalii, Victor postanowił wynajmować odnowione dla nich mieszkania turystom i był to strzał w dziesiątkę. Uwierzcie mi, strome schody są niczym, gdy z balkonu możecie oglądać wschód słońca nad wyspą Terceira – ja zarezerwowałam jego mieszkanie ze względu na widok i cieszyłam się nim zarówno wcześnie rano, jak i późnym wieczorem. Dodatkowo, Victor odebrał nas z lotniska po dziewiętnastej, porze, kiedy do miasta nie jeździły już autobusy, co kosztowało dużo mniej niż taksówka, a kolejnymi plusami była możliwość bezpłatnego użytkowania rowerów oraz bliskość targu, gdzie można kupić świeże produkty na śniadanie. Nie ma lepszego miejsca, by je zjeść niż balkon Victora!

Mimo że w pierwszym mieszkaniu było fantastycznie, ostatnią noc chcieliśmy spędzić w objęciach Matki Natury, która na Azorach jest prawdziwą Miss Piękności. Jak stęsknione skrzaty wypatrywaliśmy na ekranie monitora chatek obrośniętych bluszczem i domków zagubionych w gęstwinie leśnej głuszy, gdy jednak zobaczyliśmy „Banana Eco Camp” wiedzieliśmy, że nie musimy szukać dalej. Nina i jej mąż pochodzą z Sant Petersburga, który zamienili na Porto, a na Terceira trafili po tym, jak urodziła im się córeczka – szukali tutaj spokoju dla dziecka oraz nowych wyzwań. Plantacja bananów, na której rosną również papaje i marakuje, należy do ich wspólnika, oni za to wznieśli na drewniane chatki, kuchnię oraz toalety i prysznice. Gdy Nina, jak Indianka, prowadziła nas do naszej chaciny w dzikiej dżungli, a my jak blade twarze, szliśmy za nią posłusznie w gęstym mroku, zorientowaliśmy się jak bardzo nasze miejskie oczy nieprzyzwyczajone są do prawdziwej ciemności. Decyzja pozostawienia spodni wywieszonych na drzwiach naszego domku, aby rozpoznać go po kolacji, była jak najbardziej słuszna, a wracając czuliśmy się trochę jak w filmie przygodowym, tym bardziej, że spomiędzy liści co rusz wyłaniały się kiści bananów oplecionych folią, które na pierwszy rzut oka wyglądały jak wielgachne potwory. Dodatkowym plusem jest to, że owocami możecie tu najadać się do syta, a jeśli przeszkadzają Wam wspólne toalety i prysznice, to uwierzcie mi, wschód słońca w bananowym gaju tuż nad oceanem wynagradza wszystko!

Gdzie jeść?

Jeśli lubicie jeść śniadanie w domu, koniecznie wybierzcie się na targ Duque de Bragança – możecie kupić wszystko, czego Wasza dusza zapragnie oraz pogawędzić z mieszkańcami. Ja bardzo polecam Wam widniejącego na moich zdjęciach pana Józefa, który na pierwszy rzut oka wydawał się poważny i niedostępny, wystarczyła jednak chwila rozmowy, aby streścił mi historię swojego życia: przeprowadzkę z wyspy Faial, trzy żony, dwójkę dzieci oraz rozwój i upadek swojej firmy budowlanej, jednocześnie wybierając mi najpyszniejsze banany, ananasy i anony. Te ostanie owoce, widniejące również na moim zdjęciu, Mark Twain ozwał jednymi z najpyszniejszych na świecie – jaka była moja niespodzianka, gdy wiedziona jego opisem, obiecującym mi coś pomiędzy bananem a ananasem, plułam pierwszą zakupioną anoną dalej niż weganin plułby krwistym stekiem. Okazało się, że sprzedany mi okaz był po prostu niedojrzały i to dlatego smakował jak korzeń pietruszki – jeśli traficie na targ, zgłoście się do Józefa po anony w najlepszej możliwej odsłonie. Jeśli lubicie śniadania na mieście, mogę polecić Wam „Padaria Central”, piekarnię w samym centrum miasta, której bułeczki z rodzynkami całkowicie zawładnęły moim podniebieniem, jak również „Queijaria Vaquinha”, najstarszą na wyspie fabrykę sera, w której funkcjonuje również kawiarnia. Możecie nie tyko zobaczyć tu część linii produkcyjnej, ale również dokonać degustacji wyrobów – bezpłatnie, tylko aby pokosztować – lub za odpłatnością, prosząc o deseczkę pełną tego sera, który najbardziej Wam posmakował lub też wszystkich serów produkowanych w fabryce. Typowym produktem dla Azorów jest „bolo levedo”, rodzaj słodkawego i puszystego chleba, którym zajadali się pierwsi osadnicy z wyspy S. Miguel – na Waszym miejscu poprosiłabym o kanapkę z tego chleba i „queijo fresco”, czyli miejscowego białego sera od szczęśliwych krów.

Ponieważ uważamy, że przysłowie „przez żołądek do serca” dotyczy również miejsc, aby jeszcze bardziej rozkochać się w Terceira co wieczór jedliśmy kolację w innej restauracji z polecenia mieszkańców. Pierwsza z nich, „A Canadinha”, była poprawna, jednak uplasowała się na ostatnim miejscu w naszym rankingu – wszystkie stoliki były zajęte, więc widać, że cieszy się popularnością, nam jednak najbardziej smakowały przystawka, czyli „lapas”, po polsku „czaszołki”, oraz deser, „bolo de D. Amelia”. Przyznam się, że gdybym wiedziała zawczasu, że te czareczkowate muszelki to nic innego niż ślimaki morskie, pewnie nie rzuciłabym się na nie z tak wielkim zapałem – ponieważ nie mają one jednak czułków, dałam im szansę i zakochałam się w nich na zabój. Nasz deser, „ciasto królowej Amelii”, to nic innego jak tradycyjne ciasto z wyspy zwane „ciastem z Indii”, które mieszkańcy przechrzcili na cześć wizyty na Terceira ostatniej pary królewskiej Portugalii. Królowej Amelii i królowi Carlosowi podobno bardzo przypadło ono do gustu, dlatego znajdziecie je w wielu miejscach, po „lapas” i świeże ryby również możecie wybrać się do innej restauracji, tym bardziej, że przepysznego jedzenia na wyspie nie brakuje.

Jedną z knajp, która była nam najczęściej polecana była restauracja „Beira Mar” w rybackiej wioseczce S. Mateus, dlatego musieliśmy się tam zjawić – podobno w sezonie tłumy biją do tej restauracji drzwiami i oknami, więc nie zamyka ona swoich wrót po lunchu a przed kolacją, jak to zwykle bywa w portugalskich tawernach. Miejscowa zupa rybna, „calo de peixe”, to nic innego jak zupa pomidorowa z ryżem i kawałkami ryby, naszą uwagę zwróciła jednak zupa z owoców morza, „caldo de marisco”, pałaszowana z apetytem przy sąsiednim stoliku – podawana w bochenku chleba, jak biały barszcz w niektórych polskich restauracjach, do dziś chodzi mi po głowie, nie mieliśmy jednak na nią miejsca po dwóch świeżych rybach z ziemniakami i warzywami. Naszym deserem był „pudim de feijão”, czyli pudding z fasoli – słodki, gęsty, z wyczuwalnymi kawałkami fasolowej skórki, został zjedzony do końca, nazwałabym go jednak raczej deserem dla odważnych. Jeśli jednak szukacie prawdziwej knajpy – petardy, naszym numerem jeden na wyspie została sąsiednia restauracja, „Adega de S. Mateus”. „Czaszołki” na przystawkę, świeże ryby o najdziwniejszych nazwach, a następnie zestaw cudownych deserów, plus przemiły kelner i uśmiechnięty od ucha do ucha właściciel – dla nas ta niepozorna knajpeczka, do której przybłąkaliśmy się bez żadnego polecenia, okazała się numerem jeden na wyspie!

Restauracja „O Caneta” to miejsce naszego pożegnalnego posiłku na wyspie – zjawiliśmy się tu, aby spróbować „alcatra de carne”, czyli kawałki azorskiej wołowiny zapiekane w glinianym naczynku, oraz „caldeirada de peixe”, rybnego gulaszu z ziemniakami. Co ciekawe, oprócz zupy na przystawkę podają tutaj niespodziankę, „picadinho de alcatra”, której składu kelnerzy nie chcieli wyjawić -nic dziwnego, okazuje się, że ta miseczka mięsnego dobra to nic innego, jak mieszanka mniej godnych części zwierzęcia, takich jak mózg, uszy oraz język. Na deser wybraliśmy kolejną azorską specjalność, „doce de vinagre”, do którego przygotowanie używany jest ocet – nie czuć go w smaku, nadaje on jednak deserkowi charakterystyczną, chropowatą konsystencję. Musieliśmy odhaczyć go z naszej listy rzeczy do spałaszowania i mimo że, ze względu na bardzo słodki smak, nie powtórzylibyśmy tego doświadczenia, restauracja „O Caneta” dostaje u nas piątkę.

Gdzie pić wino?

O ludziach produkujących wino na Terceira mówi się „bohaterowie” – oczywiście gdy pierwsi Portugalczycy osiedlili się na wyspie, napitek ten wytwarzano z potrzeby ducha i ciała, jednak któż chciałby tak się trudzić teraz, gdy w supermarketach na wyciągnięcie ręki znajdziemy wiele rodzajów wina z kontynentalnej części Portugalii? Tym bardziej, że w miasteczku Biscoitos, wokół którego znajduje się najwięcej winnic na wyspie, winorośle trzeba prowadzić tuż przy ziemi, aby oceaniczne wiatry nie szargały roślin, a później dojrzewające kiście podtrzymywać specjalnymi podpórkami, aby nie parzyły się od wulkanicznego podłoża nagrzanego jak patelnia. Wino produkowane w ten karkołomny sposób nie może być najtańsze i często osiąga w restauracjach cenę dwa razy wyższą niż to z sprowadzone z kontynentu, warto go jednak skosztować, tym bardziej że gościło już na stołach papieży, rosyjskich carów i brytyjskiej rodziny królewskiej.

Do „Museu do Vinho”, czyli „Muzeum Wina” należącego do rodziny Brum trafiliśmy, ponieważ nie sposób tam nie trafić – tuż po wjeździe do miejscowości „Biscoitos” kierują Was tam liczne drogowskazy. Macie tam szansę przyjrzeć się z bliska murkom chroniącym winorośle od wiatru, jak również obejrzeć kamienne zbiorniki, w których deptane były winogrona, a pod koniec skosztować lampkę wina produkowanego przez tą rodzinę. Ponieważ wstęp i wizyta u boku właścicielki są bezpłatne, postanowiliśmy kupić przynajmniej jedną butelkę – zdecydowaliśmy się na wino stołowe, idealne do posiłku, jeśli wolicie jednak wina słodsze, to takie też znajdziecie w sklepiku rodziny Brum.

Wino z „Adega Simas” zostało nam polecone podczas pierwszej kolacji, lecz pewnie nie odwiedzilibyśmy tego producenta, gdyby nie kiepska pogoda ostatniego dnia pobytu – miejsce to znajduje się z dala od głównej drogi w Biscoitos i brakuje oznaczeń, jak do niego trafić. Producent Paulo, były pracownik sądu, którego w produkcje wina wciągnął tata-pasjonat, wita Was w znajdującym się pośród winnic domu i bardzo hojnie częstuje produkowanym przez siebie białym winem. Do skosztowania są tu również inne mocniejsze napitki pędzone przez właściciela oraz dżemy o najróżniejszych smakach, na przykład pomidorowy, kasztanowy, a nawet dżem ze słodkich ziemniaków. Zanim zjawicie się u Paulo, warto do niego przedzwonić, a ponieważ suta degustacja również jest bezpłatna, warto wyjść z butelką wina. Jeśli nie możecie tego zrobić, tak jak my, którzy z „Adega Simas” pędziliśmy prosto na lotnisko, warto zostawić właścicielowi napiwek adekwatny do ilości skonsumowanych trunków.

Gdy – jeszcze z wypiekami na twarzy od sowitego poczęstunku u Paulo – szliśmy do samolotu, zobaczyłam tego samego pracownika, który witał nas cztery dni wcześniej. „Do zobaczenia, dobrej podróży!”, wykrzyknął, jak gdyby żegnał rodzinę, a ja miałam ochotę powiedzieć mu, że jego wyspa to istny raj na ziemi, nie było jednak ku temu okazji. Pozdrówcie go ode mnie, gdy to Wy zawitacie na Terceira – mam nadzieję, że dzięki moim poradom Wasz pobyt będzie magiczny!

————————————————————————————————–

Adresy i kontakty:

Nocleg u Victora: https://pl.airbnb.com/rooms/27273230?guests=1&adults=1
Nocleg u Niny: https://pl.airbnb.com/rooms/18789516?adults=1&guests=1

Gdybyście jeszcze nie mieli konta na Airbnb, możecie je założyć przy pomocy tego linka: https://www.airbnb.pt/c/dwoicka?currency=EUR. Dzięki temu zarówno Wy jak i ja uzyskamy zniżkę na kolejne noclegi! 🙂

Restauracje:
„A Canadinha”: Av. Infante Dom Henrique 24 E, Angra do Heroísmo
„Beira Mar”: Canada do Porto, São Mateus da Calheta
„Adega de S. Mateus”: Largo do Padre Manuel Maria da Costa, São Mateus da Calheta
„O Caneta”: Rua As Presas 13, Altares

Producenci wina:
„Museu do Vinho”: Canada do Caldeiro 3, Biscoitos
„Adega Simas”: Canada Tenente Coronel 5, Biscoitos

Kategorie: Przewodnik