Ferdynand ma zostać królem Portugalii: już niedługo opuści ojczyznę, aby wyruszyć do kraju na samym krańcu Europy i wziąć ślub z nieznajomą mu kobietą o imieniu Maria. Możliwe, że widział jej portret, nigdy jednak jej nie dotknął ani nawet nie słyszał jej głosu. Wie, że urodziła się w Rio de Janeiro i że królową została w wieku siedmiu lat, wie również, że na ślubnym kobiercu nie stanie po raz pierwszy. Jako dziewczynka została wydana za swojego wuja, na co zgodę musiał wyrazić sam papież, małżeństwo to zostało jednak anulowane i Maria wyszła za mąż po raz drugi. Tym razem wybrankiem był włoski książę August. Ten jednak wyzionął ducha po niespełna dwóch miesiącach pożycia, stąd portugalscy dyplomaci znów rozpoczęli poszukiwania. Spośród licznych kandydatów został wybrany właśnie on, Ferdynand, saksoński książę szykuje się więc do drogi. Aby dowiedzieć się więcej o kraju Marii czyta książkę o jego bogatej historii, która ukazała się niedawno w języku niemieckim – może zdobędzie plusa u nieznajomej, z którą już niedługo będzie dzielił małżeńskie łoże?

Ta opowieść mogła zakończyć się źle, a nawet bardzo źle, tak jak kończyło się tyle małżeństw zawieranych na odległość. Podręczniki do historii aż kipią od monarchów prężnie folgujących z dwórkami i zachodzących do komnaty królowej tylko z przykrego obowiązku. Jednak – hurra, hurra – czasami los potrafi spłatać figla. Nie wiemy czy od razu czy po pewnym czasie, ale pomiędzy szesnastoletnią Marią i dziewiętnastoletnim Ferdynandem rodzi się prawdziwe uczucie. Jednak nie wszystko idzie tak, jakby król sobie wymarzył. Choć Ferdynand jest wysoki i przystojny, to jednak brakuje mu cechy charakterystycznej dla wszystkich Portugalczyków, czyli czarnej czupryny i gęstej, ciemnej brody. Do bladego i jasnowłosego monarchy bardzo szybko przywiera ksywka „Zé Nabo”, czyli „Józio Kalarepka”. Nowy władca szuka więc sposobu, aby wzmocnić swoją pozycję wśród poddanych. Przypomina sobie o książce, którą przeczytał jeszcze w ojczyźnie – dużo w niej było o portugalskich odkryciach geograficznych i o pewnym królu Manuelu… Jakie jest jego zdziwienie, gdy dowiaduje się, że na sprzedaż jest klasztor, który ten wybudował nieopodal Lizbony. „Klasztor, na sprzedaż?”, niedowierza Ferdynand, a następnie jedzie obejrzeć zabytek.

Tak, to prawda, król Manuel wybudował klasztor na szczycie najwyższego wzgórza w Sintrze na przełomie piętnastego i szesnastego wieku, lecz jak dowiaduje się Ferdynand kult związany z tym miejscem jest dużo wcześniejszy. Wedle historyków w tym samym miejscu miała znajdować się niewielka kaplica z wieku dwunastego, w której ksiądz z jednej z okolicznych wiosek zwykł odprawiać w niedziele msze święte. Miejsce to jednak było trudno osiągalne ze względu na gęstą roślinność i ukształtowanie terenu. Legenda głosi, że to właśnie po tym wzgórzu miał polować król Manuel, gdy otrzymał wiadomość o tym, że Vasco da Gama powraca z drugiej podróży do Indii. Inni twierdzą, że sam wypatrzył kadłuby jego statków przecinające błękit oceanu. Dostrzegłszy w tym znak od Boga Manuel postanowił postawić w tym miejscu klasztor, oddając go pod opiekę mnichów od św. Hieronima. Królowi chodziło nie tylko o usprawnienie ruchu pielgrzymów ale również o podziękowanie za udane podróże dzielnego marynarza, dzięki którym stanie się najbogatszym władcą Europy. Mimo że w roku 1511 król Manuel zlecił zastąpienie drewnianego budynku kamiennym, nie uchroniło to klasztoru przed katastrofami. Pożar i trzęsienie ziemi przetrzebiły zakonników – gdy 1809 roku miejsce to odwiedza podróżnik John Hobhouse, klasztor zamieszkuje „czterech biednych i źle ubranych braci”. Gdy Ferdynand ogląda budynek, ten jest w opłakanym stanie.

Król zdaje się dostrzegać jednak coś, czego nikt inny nie widzi – pieści wzrokiem ściany krużganka, wygląda przez okno mniszej jadalni i spogląda na tą samą taflę oceanu, w którą wpatrywał się król Manuel. Jego wzrok chłonie widoki jak z pejzażu, a głowa zapełnia się marzeniami. Czuje, że może uwić tu gniazdko dla siebie oraz Marii, do tego wciąż szuka sposobu, by wzmocnić swą pozycję wśród portugalskich poddanych – może to właśnie ten projekt mu w tym pomoże? Coś podpowiada mu, by kupić tę ruinę: ma przecież 22 lata, przywiezione z ojczyzny oszczędności i smykałkę do sztuki, na pewno sobie poradzi. Po wyłożeniu pieniędzy na stół Ferdynand zakasuje rękawy i zabiera się do pracy. Sufit skromnego refektarza wykłada ozdobnymi kafelkami, wprowadzają się tu srebrne czajniczki do kawy i porcelana z monogramami, nad którą niedługo pochylą się szacowni goście -czas zamówić piękne meble, by mogli wygodnie biesiadować. W skromnych celach rozgaszczają się komódki, toaletki, fotele oraz łoża, a obok urządzone zostają łazienki: och, nie sposób tu teraz nie zaznać luksusu! W starym kapitularzu, w którym bracia zakonni podejmowali najważniejsze decyzje, Ferdynand będzie raczył się kawą, a jego potomek, Karol, urządzi tu swoją pracownię malarską. Nikt nie wie, co powiedzieliby mnisi na jurnych satyrów goniących półnagie nimfy na płótnach, które wyjdą tu spod jego pędzla i opatulą ściany pomieszczenia – nie zastanawiaj się jednak nad tym krągła nimfo z obrazu, uciekaj, bezwstydny faun już wyciąga po ciebie rękę!

Jednak by fantazji Ferdynanda stało się zadość, nie można się tu zatrzymać. Czas dobudować nowe skrzydło, z pompą i z przytupem. „Niech sale będą większe i bardziej przestronne, godne wizyt ambasadorów, niech wypełni je zapach wykrochmalonych koszul i szelest jedwabnych sukni…” Baron von Eschwege, niemiecki geolog i architekt, słucha królewskich poleceń i wykonuje szkice. Romantyczne, nowe skrzydło powstanie w cztery lata, jednak kolejne siedem zajmie jego zdobienie. Mówi się, że król pragnie złagodzić tęsknotę, za swą ojczyzną: okna nowego skrzydła wypełnią witraże sprowadzone z Niemiec, a ono samo przypomina zameczki znad dalekiego Renu. Jednak nie zabraknie tu też sporej dozy egzotyczności godnej portugalskiego imperium. Z jego krańców zostaną sprowadzone indyjskie meble oraz chińskie wazy, a ściany pokryją malowidła mające przywodzić na myśl posiadłości z północy Afryki. „Wszystko to dla Ciebie, Mario, Marysieńko, już niedługo będziesz się cieszyć całym tym pięknem!”, zdaje się mówić Ferdynand i szczególną uwagę poświęca pokojowi dla swojej ukochanej. Ściany pokryje gęstymi, geometrycznymi wzorami, sufit pomaluje na złoto wedle gustu wybranki, niech pani jego serca poczuje się jak arabska księżniczka! Królowa cieszy się z prezentu i dzieli się sugestiami, miłość wciąż kwitnie i nikt nie spodziewa się, że gromadzą się nad nią gęste chmury zwiastujące deszcz i krew, śmierć i gradobicie. W wyśnionej komnacie Maria nie spędzi ani jednej nocy – odchodzi w wieku 34 lat rodząc Ferdynandowi jedenaste dziecko. Również najmłodszy potomek nie przeżyje tragicznego porodu – serce Ferdynanda przeszywa podwójny ból, nad jego życiem i szykowanym przez niego pałacem zapada gęsta noc.

Chmury pierzchną dopiero po siedmiu długich latach – młody wdowiec, który wydał córki za mąż i przekazał koronę synowi, wychodzi do ludzi, by zaczerpnąć rozrywki. Wieczór w operze – niby taki, jakich wiele, ale jakże inny! Ferdynand obserwuje ruchy na scenie, wsłuchuje się w arie i nagle trach, jego wzrok spoczywa na dwudziestoczteroletniej Elise, amerykance niemieckiego pochodzenia. Mimo że śpiewaczka występuje w męskim przebraniu, wzrok byłego władcy zdejmuje z niej przyodziewek warstwę po warstwie, a w uśpionym ciele Ferdynanda znów rodzi się pożądanie. Kolejne spojrzenie, kolejne mocniejsze uderzenie serca, krew znów szaleje w żyłach i były król już wie że musi zatrzymać ją w Portugalii. Na szczęście uczucie, które trząsnęło tej nocy operą jest odwzajemnione. Niebo znów jest przejrzyste – Elise przenosi się do Lizbony i para żyje w nieformalnym związku, kursując pomiędzy stolicą i Sintrą, w której kochają się oboje. Sielanka trwa dziewięć lat, aż do momentu, gdy Ferdynand prosi ukochaną o rękę. Wtedy zatrząśnie nie operą, lecz całą Lizboną, wybucha istny skandal. „Kochanica? Jak najbardziej! Oficjalna małżonka byłego monarchy? W życiu nigdy!”, zdaje się krzyczeć konserwatywna Portugalia, gdyż daleko jeszcze do czasów, gdy Grace Kelly i inne osoby „z ludu” poślubić będą mogły monarchę, nawet jeśli ten ustąpił już tronu synowi. Zniesmaczona Lizbona odwraca się do pary plecami, kręci nosem na zaproszenia Ferdnanda i wkrótce rodziny szlacheckie przestaną bywać w pałacu. Stolica, która nie widziała niczego złego w romansie, lecz sprzeciwia się małżeństwu, pokaże zakochanej parze, gdzie jest ich miejsce.

„To nic kochanie, mamy jeszcze Sintrę, to nic maleńka, jeszcze będzie dobrze”, szepcze Ferdynand do ucha Elise. „Pałac pałacem, chodź, postawimy dom, w którym schronimy się przed całym tym podłym światem”, zdaje się, że słyszę, gdy zmierzam w kierunku niewielkiego szaletu, który para wybudowała na samym końcu parku. Tak, Elise bywa w Pałacu Pena, ma tam swoją sypialnię i przebieralnię, jednak komnaty budynku zamieszkuje jeszcze miłość, którą Ferdynand żywił do Marii. Czas na nowy start, czas na grubą kreskę pomiędzy nimi, a przeszłością, nimi, a niewdzięczną Lizboną – czas na nowy dom, niech będzie niewielki, ale tylko ich! Podążam krętymi ścieżkami wśród roślin, które para sprowadziła z czterech stron świat, „tu będzie nasz raj”, zdaje się, że słyszę głos Elise. Obserwuję oleandry, które chylą czoła przed kameliami, patrzę na kwieciste kapelusze magnolii i na strzeliste eukaliptusy, sadzone rękoma zakochanych. Przemykam pomiędzy cyprysami, łaskotanymi przez figlarne paprocie z Australii i Nowej Zelandii, przemierzam kolejne bariery roślinności, które miały chronić ich przed złymi językami. Gdy po raz kolejny widzę zaszyty w gąszczu parku niewielki domek, czuję to, co zawsze, gdy przed nim staje – że najważniejsza jest w życiu miłość. Miłość, która może być piękną komnatą z pomalowanym na złoto sufitem, może być też jednak niewielką drewnianą chaciną.

Dwie kobiety, jakże inne od siebie, i jeden mężczyzna kochający je na zabój – układanka, która już dawno chwyciła mnie za serce. Wiem, że za innymi przewodnikami powinnam powtórzyć, że najpiękniejszą historią miłosną w Portugalii jest historia Pedra i Inês, coś jednak nie pozwala mi tego zrobić. Patrzę na wielki pałac, patrzę na park i na znajdującą się w jego kącie chatkę – najpiękniejszą historię miłosną w Portugalii widzę właśnie tu.

Kategorie: Przewodnik