Witajcie, nazywam się Dorota i od 10 lat mieszkam w Porto. Pomagam Wam poznawać Porto tak, aby stało się miejscem, w którym poczujecie się swojsko i które stanie się bliskie Waszemu sercu. Robię to, ponieważ wiem, że ma dużo więcej do zaoferowania niż rejs po rzece Douro, słynny most i znana księgarnia. Wierzę, że zwiedzanie zabytków to jedno, ale prawdziwe życie toczy się gdzieś indziej: pod dachami niewidocznej na pierwszy rzut oka kawiarnii, na targu na którym osiemdziesięcioletnia pani Ernestyna sprzedaje przepyszne sery, w ukrytych dzielnicach przystrojonych kwiatami, o których ani słowa nie ma w papierowych przewodnikach i tuż za rogiem, gdzie Klarysa smaży pysznego dorsza, a Ferdynand nalewa Wam wina porto domowej roboty. Ze mną nie tylko zwiedzicie Porto, ale poznacie jego mieszkańców: kumoszki, sąsiadki oraz miejscowych grajków i śpiewaków fado. Jestem pewna, że dzięki naszym wspólnym spacerom pokochacie Porto tak jak ja i wrócicie do nas, jak wraca się do starych znajomych.

Pierwszy raz poczułam, że taki efekt chcę osiągać, gdy poznałam Grażynę i Adama. „Pani Doroto, wieziemy naszą córkę do Porto na Erasmusa. Chcemy przy okazji pozwiedzać, a czytaliśmy o Pani same dobre rzeczy w internecie. Czy znajdzie pani czas dla nas?”. Niestety w dniu ich przyjazdu miałam wpisaną w kalendarzu pracę w Lizbonie, a potem w Coimbrze i Tomarze. Musiałam odmówić. Pan Adam nie odpuszczał: „Będę dzwonił, aż coś Pani wymyśli” – wesoło zachęcał. W końcu dopiął swego, a ja po kilku dniach wysiadłam z pociągu z Coimbry i późnym wieczorem, zamiast wrócić do domu po intensywnym dniu, wymęczona i senna, poszłam na spotkanie z polską parą pod Katedrę. Byli bez córki. „Ola została w mieszkaniu. Niezbyt dobrze trafiła i jest zniechęcona. W mieszkaniu jest wilgoć i grzyb. Nie polubiła się z Porto przez to i możliwe, że będzie chciała wracać. Przejechaliśmy całą Europę, a tu taki ambaras!” – wyjaśniła ze smutkiem w głosie pani Grażyna, a na jej twarzy malowało się zmartwienie.

Nawet najmocniejsze portugalskie espresso, prawdziwy kofeinowy zastrzyk, nie zadziałałby na mnie bardziej elektryzująco. Słowa „nie polubiła się z Porto” i „będzie chciała wracać” dudniły w mojej głowie jak żelazne dzwony, wzywając mnie do akcji. Na szybko uknułam plan: oczarować rodziców Oli Porto tak, by – pełni wrażeń – opowiedzieli jej o tym co to miasto skrywa. Czasu było mało.

„Poznajcie panią Monikę, która piecze najlepsze pączki w mieście” – Adam i Grażyna smakowali z uznaniem wypieków; „Tu pani Maria robi kiełbaski z winem Porto, a oto bracia Cezar i Manuel, którzy godzinami pieką wieprzową nogę, a następnie kładą na nią kawałek sera z portugalskich gór – to nie francesinha, ale inna kanapka umiłowana przez mieszkańców. Kto jej nie zjadł, to tak, jakby nie był w Porto”, tłumaczyłam w kolejnych miejscach pozbawionych turystów, za to pełnych rodowitych mieszkańców dzielących się tym co mają najlepsze. Przedstawiam Grażynę i Adama kolejnym osobom, a w ich oczach pojawiały się ogniki radości. Wizyta nabierała tempa, a na ustach Grażyny i Adama, z którymi w międzyczasie przeszliśmy na ty, widniały coraz większe uśmiechy. „Dorota, ty chyba znasz całe Porto, i całe Porto zna chyba Ciebie, czujemy się przy tobie, jak byśmy my też mieszkali tu od zawsze. Ooo, gdzie my pukamy?”, zapytał Adam, gdy stanęliśmy przed zielonymi drzwiami w malowniczej wioseczce znajdującej się w samym centrum Porto, o której istnieniu często nie wiedzą nawet taksówkarze. „Pomyślałam, że może chcielibyście zobaczyć portugalski dom od środka i przekonać Olę, że może być przytulny i ciepły. Poznajcie Marię i Józefa”, powiedziałam uśmiechając się do eleganckiej starowinki, która wpuściła nas do środka. Już po chwili moja rola ograniczyła się do tłumaczenia żywej rozmowy gospodarzy z polskimi gośćmi.

W drodze do hotelu mijaliśmy słynne zabytki, a ja skwapliwie tłumaczyłam ich historię, „Znane miejsca tez są ciekawe, ale bez Ciebie nie zobaczylibyśmy tego, co najważniejsze – bijącego serca tego miasta. Dorota, już nie mogę się doczekać, aż powiemy o tym wszystkim Oli – mam nadzieję, że ona też je zobaczy”, powiedział Adam.

Ola została w Porto na cały rok, a Grażyna i Adam wrócili do miasta po raz kolejny, zatrzymując się u mnie w mieszkaniu. Ja za to dzięki nim poczułam, że nie jestem zwyczajnym przewodnikiem. Jestem przewodnikiem do zadań specjalnych i dobrą znajomą moich gości, którą chętnie się odwiedza. Jeśli Wy też chcecie być z Porto za pan brat, to zapraszam Was na wspólny spacer!

Kategorie: Przewodnik