Starsza pani ubrana na czarno, jak przystało na portugalską wdowę, przez chwile kamienieje na nasz widok. Jej ręka zastyga na sznurku, na którym wieszała mokre ubrania, a jej wzrok bacznie nas obserwuje. Widać, że nieczęsto widuje w swej wioseczce obce twarze, ja i złotowłosa rodzina pana Krzysztofa jesteśmy dla niej widoczną atrakcją. „Boa tarde, minha senhora!”, witam się więc, abyśmy nie wydali jej się jedynie fatamorganą. „Boa tarde”, odpowiada powoli wdowa, zdziwiona, że blada twarz mówi po tutejszemu.

Prowadzę rodzinę pana Krzysztofa do domu Luizy, którą poznałam, gdy brałam udział w tygodniowej podróży po Dolinie Douro zorganizowanej przez Roya Hersha, amerykańskiego specjalistę od wina porto i mojego dobrego przyjaciela. Podczas swoich wycieczek stara się on odwiedzać zarówno znanych wszystkim producentów wina porto, takich jak Sandeman, Taylor’s czy Graham’s, jak i tych niewielkich, rozsianych po wioskach i wioseczkach. To dzięki niemu poznałam Luizę, dziewczynę w moim wieku, która urodziła się w Lizbonie, skończyła enologię, i przeprowadziła się do doliny, z której zazwyczaj młodzi uciekają, by zająć się winem porto gromadzonym od lat przez jej ojca, którego celem było zebrać milion litrów tego słodkiego trunku. Z mojej podróży z Royem to właśnie ten obrazek zapadł mi w pamięci najbardziej: Luiza wita nas w swoim starym domu wraz ze swoim siwiuteńkim tatą, wskakujemy po kolana do basenu pełnego winogron, kosztujemy wina prosto z beczki, jemy kolację przy rodzinnym stole.

Dziś to rodzina pan Krzysztofa – jego żona Magda oraz dzieci, Marta i Filip – zaznają gościnności rodziny Luizy. Zwiedzimy pełen antyków dom i usiądziemy na balkonie z widokiem na winnicę, przy stole zastawionym talerzami pełnymi chleba i sera. Skosztujemy też przepysznych win, które dzięki jej talentowi zaczęły zdobywać liczne nagrody. Gdy zejdziemy do winnicy Luizy, aby Filip puścił w niej drona, z głębi mieścinki wyłoni się kolejny mieszkaniec, który nie bez zdziwienia spojrzy na nas, na niebo, i znów na nas. „Wielka pszczoła”, skwituje kolejne okrążenie hałaśliwej maszyny po niebie swojej wioski, na co dzień spokojnym, a dziś ciętym ruchami warkoczącego obiektu, którego nigdy wcześniej nie widział. Uśmiecham się do niego przyjacielsko i zaczynam rozmowę, aby zbliżyć ze sobą dwa światy które kocham: świat polskiej rodziny, której pokazuję ciche życie jednej z najpiękniejszych dolin świata, oraz świat Luizy, jej sąsiadki wdowy i sąsiada Józefa, który z niedowierzaniem słucha wytłumaczenia, czym jest latający nad polami stwór.

Chodź, zabiorę Cię do Doliny Douro. Tak, wiem, że dolina jest wielka, wiem że producentów wina jest kilkuset, ale uwierz mi, wiem, gdzie jechać, byś poczuł prawdziwe bicie jej serca. Niezależnie od tego, czy wynajmiesz samochód, czy zdecydujesz się na podróż pociągiem, mam dla Ciebie wyjątkowy i niepowtarzalny plan, bo o dolinie uczyłam się od najznakomitszych mistrzów. Ja jestem gotowa do wyjazdu… a Ty?

Kategorie: Przewodnik