Mianownik: kto, co? Pasztecik z dorsza! Dopełniacz: kogo, czego? Pasztecika z dorsza! Z pasztecikiem z dorsza, pasztecikowi z dorsza…. Wołacz: O, paszteciku z dorsza, jak ja cię uwielbiam!

Gdyby Portugalczycy odmieniali przez przypadki, „bolinho de bacalhau”, czyli „ciasteczko z dorsza”, byłby zapewne jednym z pierwszych wyrazów z zakresu kulinariów, który zostałby poddany tej analizie. Naród dorszowe ciasteczko zje na przystawkę i wsunie jako przekąskę, to jednak nie wszystko – kilka z nich podanych z ryżem i sałatką może być również naszym daniem głównym! Przyznaję się bez bicia – ja również należę do wyznawców tego wyrobu, na tyle, że o pasztecikach z dorsza mogłabym nawet napisać i sonet! Pierwsze 8 wersów poświęciłabym ich delikatnemu wnętrzu i oryginalnej strukturze, 4 ostatnie wersy, w których – wedle konstrukcji sonetu – powinny pojawić się pytania egzystencjalne, przeznaczyłabym na pewnie na refleksje związane z trudnością ze znalezieniem prawdziwego, domowego krokiecika. Dlaczego wytropienie idealnego, dorszowego ciasteczka nie należy do najłatwiejszych? Ponieważ nie każdemu chce się je lepić, więc często restauracje odmrażają te zrobione w fabryce, a w nich zawartość dorsza jest znikoma.

Chcesz zjeść najlepsze „bolinho de bacalhau” na mieście? Pozwól, że zabiorę cię do pani Klotyldy, która często lepi je na naszych oczach, lub do Augustyny i Albertyny, których paszteciki – podawane prosto z patelni – rozpływają się w ustach. Uwielbiasz doświadczenia kulinarne? Pod koniec naszego spaceru zaznaczę Ci moje ulubione restauracje na mapie, dzięki czemu unikniesz rozczarowań i znajdziesz się w kulinarnym siódmym niebie!

Kategorie: Przewodnik