Dawno temu, za górami, za lasami, siedziałam w studenckiej ławce i z otwartymi oczyma obserwowałam szybkie ruchy flamastra mojego wykładowcy. Nie rozrysowywał on bynajmniej tras portugalskich statków w epoce wielkich odkryć geograficznych, ani ruchów wojsk napoleońskich, które trzy razy najechały Portugalię. Mój wykładowca rozprawiał o czymś o dużo dla Portugalczyków ważniejszym – o kawie. Kawie, której ilość rodzajów i rozmiarów przyprawia Polaków o zawrót głowy, więc nic dziwnego, że zasłużyła na część wykładu. Kawie, po którą Portugalczycy pomknęli za ocean i bez której nie zwlekliby się z łóżek, by walczyć z Napoleonem, więc właściwie można to wszystko logicznie połączyć. Wybieracie się niedługo do mnie? Niech ten post będzie moją tablicą i flamastrem, bardzo chętnie pomogę Wam zrozumieć, o co z tą kawą nam tutaj chodzi.

Jeśli poprosicie w Portugalii o „café”, to podane Wam zostanie aromatyczne, mocne espresso w niewielkiej filiżance. To właśnie taką kawę Portugalczycy pijają najczęściej, wybierając pomiędzy „café cheio/comprido” – z większą ilością wody w filiżance – lub kawą „krótszą”, czyli „curto”, z niewielką ilością wody. Bardziej wymagający smakosze kawy mogą poprosić o swoje „cafezinho”, jak pieszczotliwie nazywają kawę, w „chávena escaldada”, czyli podgrzanej filiżance, lub „chávena fria”, filiżance, którą właściciel kawiarni trzyma w lodówce. Jeśli macie ochotę na espresso z odrobiną mleka, poroście o „pingo”, czyli o „kropelkę”, nazwę pochodzącą od przysłowiowej kropelki mleka, którą Wasza kawa zostanie rozjaśniona. Uwaga uwaga! Żeby utrudnić Wam jeszcze trochę zamawianie, te wersje kawy inaczej zamawiamy w Porto, a inaczej w stolicy. Lizbończycy poprawią nas, że „café” to „bica”, a „pingo” to możemy mówić na północy, bo u nich to się pije „café pingado”.

Miłośnicy na prawdę mocnych wrażeń mogą poprosić o „café duplo”, a po późnej kolacji często decydujemy się na „café descafeinado”. Jeśli lubimy kawę słabszą, to chociaż raz powinniśmy spróbować „carioca”, do którego zaparzenia Portugalczyk użyje kawy, której nie usunął z maszyny po zrobieniu kawy klientowi przed Wami. Wrząca woda przeleci przez ziarna kawy po raz drugi, dzięki czemu uzyskamy nieco słabsze espresso – „druga przeparzka” niektórym wydaje się dziwnym pomysłem, ale jest ceniona wśród tych, którzy chcą się przebudzić, ale jednak nie na 100%. Powodzeniem wśród wielu Portugalczyków cieszy się „café com cheirinho”, czyli espresso z dodatkiem mocnego alkoholu. „Cheirinho”, czyli pieszczotliwie „zapaszek”, zaaplikuje nam kelner, jeśli jednak jesteśmy zaufanymi klientami, to wyląduję przed nami butelka bimbru i wtedy hulaj dusza, każdy zapaszku dodaje tyle, ile zapragnie.

Jeśli po głowie chodzi Wam kawa w większej szklance, to macie tutaj kilka jej rodzajów. „Americano” lub „abatanado” to czarna kawa w dużej filiżance, która najczęściej marzy się Polakom. Tym, którzy lubią kawę z mlekiem podawaną w większej filiżance, radzę poprosić o „meia-de-leite”, co znaczy „połowa mleka”, bo mówi się, że kawy i mleka jest wtedy w filiżance mniej więcej pół na pół. Chcecie żeby kawa z mlekiem była jak największa? Zamówcie „galão”, czyli kawę podawaną w wysokiej szklance, z uszkiem lub bez uszka, do której podawana jest długa i smukła łyżeczka. Ach, jak ja uwielbiam te łyżeczki i „galão” do rogala lub babeczki! To o ten rodzaj kawy zazwyczaj proszę w portugalskich kawiarniach.

Gotowi do ćwiczenia? Wyruszajcie do moich ulubionych kawiarni, które zaznaczę Wam na mapie, jak spotkamy się osobiście u mnie w domu! Do kawy oczywiście coś słodkiego, na przykład „pastel de nata”!

Kategorie: Przewodnik